środa, 10 września 2014

Liam ; >

-Liam masz mi oddać moją bluzkę! Dobrze wiesz że na staniku ci się nie pokarze!
Ten tylko łobuzersko się uśmiechnął. Ależ on mnie wkurza ale i tak to najkochańsze stworzonko na caluśkim świecie. Znamy się od dzieciństwa. Jest przesłodki uroczy ma prześliczne znamię na szyi a jak ładnie śpiewa! I jeszcze jedno jest moim najlepszym przyjacielem. Wszystko robimy razem znaczy się prawie wszystko bo np. do łóżka to ja mu nie zglądam ;p
 Ma  dziewczynę Katy. Jest nawet miła ale często się kłócą o byle co szkoda mi mojego Liasia...
- Oj przyjdź sobie po nią to cię nic nie kosztuje no może oprócz buziaka w policzek ;p
Stałam w łazience na staniku byłam pewna że rozwiesiłam na pralce swoje ciuchy i było wszystko prócz bluzki którą Liam sobie skradł ... Nie wyjdę tam po nią jak będzie się gapił nie jesteśmy już dziećmi kiedy to biegałam przed nim na mojej gołej płaskiej klacie.
- Zamknij oczy i podejdź w moją stronę!
-  Ale ty jesteś uparta!
Fuknął coś pod nosem ale jak wyjrzałam zza drzwi oczki miał zamknięte. Szybkim krokiem podążyłam w jego stronę i już miałam sięgnąć po moją własność kiedy to zacny Payne otworzył te swoje brązowe gały i wybuchł niepohamowanym śmiechem. Myślałam że wyjdę z siebie ale najpierw spanikowałam i zaczęłam szukać miejsca gdzie mogę się schować. Drzwi łazienki mi zastawił a te od mojego pokoju zamknął i jak to miał w zwyczaju włożył sobie kluczyk w gumkę od bokserek bo wiedział że będę się wstydziła tam sięgnąć. Moja niezdarna ucieczka skończyła się potknięciem i jeszcze większym śmiechem Liama. Porażka..... I to na dodatek moja.... Pięknie wręcz....
- Oj no przestań się tak chować pod tym łóżkiem;p Jakoś w dzieciństwie podobało ci się jak kiedy byliśmy na placu zabaw ściągnąłem ci przy wszystkich spódniczkę. Całe szczęście że miałaś te przeseksowne czerwone rajstopki. Gdybyś nie miała sześciu lat nazwałbym cię boginią sekswnego wdzianka ale w tedy jeszcze nie wiedziałem co te słowa znaczą... z resztą w ogóle ich nie znałem ;p No już wyłaź1
- Nie wymądrzaj się tam na górze to po pierwsze! Po drugie nie ściągnąłeś mi jej raz tylko jak ci się spodobało to nawet w Kościele się nie powstrzymałeś !! Po trzecie mama nie pozwalała zakładać mi spodenek bo mówiła że wyglądam jak chłopiec ! A po czwarte oddawaj mi koszulkę!!!!
Nic mi nie odpowiedział tylko usiadł się na łóżku krecąc sobie moją koszulką w powietrzu. Kiedyś go zabije obiecuje ! Z wysokiego łóżka zwisały jego stopy. Szkoda by nie dać mu nauczki co nie ? Jednym gwałtownym ruchem pociągnęłam go i z hukiem spadł na podłogę. Już nie było mu do śmiechu. Wstałam z gracją założyłam swoją zdobycz a zarazem własność i zostawiłam go leżącego. Niech sobie tam w mój przepiękny różowy dywan popatrzy. To taka forma kąta tylko bardziej przyziemna;p Ubrałam się kiedy zadzwonił mój telefon. Od razu zaczęłam zacieszać do wyświetlacza.
- A ty co się tak szczerzysz ?!
- Pooooonieważżżżż żabko leżysz przegrany na podłodze iiiiiiiiiii JACK NAPISAŁ!!!!! ZAPRASZA MNIE NA RANDKEEEEE!
 włącz to :)
LIAM:
- Że co ?! Chcesz wyjść z tym  małpo podobnym czymś ?!
- Nie nazywaj go tak mnie się podoba !
Uuuuu wkurzyła się... Nie chcę żeby tam szła on mnie nienawidzi już od kilku lat jesteśmy najbardziej zaciętymi wrogami, ale co ja poradze... Alex ma jakieś piperzone klapki na oczach ! Może jak się na nim przejedzie to zrozumie, ale ja.... nie chcę żeby cierpiała jest mi najbliższa..... Kiedy ją boli to mnie też.
- Nigdzie nie pójdziesz a już na pewno nie spotkać się z nim! Nie ma mowy!
- Liam nie zabronisz mi to moje życie tłumaczyłam ci to już ! Wiem że się nie lubicie ale ja nie mam nic do tego daj mi wybór! Kocham cię jak braciszka ale nie interesują mnie wasze spory to nie moja sprawa!
Była już wściekła a ja coraz bardziej zrozpaczony i co miałem zrobić zatrzymać ją siłą? W tedy jeszcze bardziej by się rozzłościła. Zrobiło mi się jednocześnie przykro. Zawsze było tak jak mówiłem ją coś boli to mnie też i na odwrót a ten palant zawrócił jej w głowie!
- Dobra zrozumiałem... Nie mam prawa się wtrącać... Pójdę już ... Udanej randki...
ALEX:
Co go nagle ugryzło ?! Przecież mówił jeszcze pół roku temu że będzie mnie wspierał w moich decyzjach. Wyszedł tak po prostu sobie poszedł... No nic pójdę się szykować na moją randkę.
Wybierałam różnie stroje. Kilka razy odruchowo chwytałam za telefon chcąc poradzić się Liasia w sprawie stroju ale nieee nie mogłam przecież.. Zawsze jak gdzieś wychodziłam dzwonił i życzył udanego wyjścia doradzał kolory sukienek a dziś nic telefon milczał. Byłam zdana na siebie wybrałam sukienkę którą dostałam od niego i jeszcze poprawiłam swój naszyjnik wiecznej przyjaźni. W lustrze dostrzegłam coś co przykuło moją uwagę/ Na szafce nocnej coś się błyszczało. Podeszłam bliżej to był naszyjnik... Ten sam który miałam ja drugi miał Liam... Zdjął go a przecież sobie obiecaliśmy że nigdy tego nie zrobimy.. Czyli to koniec przyjaźni?! Tak po prostu zerwał tyle lat znajomości?! Ale ja  byłam wścieła. Wrzuciłam łańcuszek do portfela i ruszyłam do wyjścia. Szłam w umówione miejsce do Jacka . Z torebki wyciągnełam portfel a z niego łańcuszek. Usiadłam w parku na ławeczce i wpatrywałam się w niego.  Poleciały mi łzy... Postanowiłam że odwołam tę randkę... Co więcej już nigdy więcej nie umówię się z Jackiem. Nie posłuchałam Liama on na pewno miał rację .... To nie facet dla mnie. Ruszyłam w dobrze znanym mi kierunku. Bez pukania wparowałam do środka. Liam siedział u siebie w pokoju i gapił się w ścianę. Jego mama powiedziała że jest właśnie tam. Weszłam do środka kompletnie nie panując nad emocjami. W ręce mocno trzymałam zaciśnięty jego łańcuszek.
- Czyli to koniec naszej przyjaźni tak?! Dlaczego to zrobiłeś dlaczego go zdjąłeś ?! Ja chciałam .... ja ... może i miałeś rację nie wiem przepraszam że tak na ciebie nakrzyczałam nie chciałam<rozpłakałam się na dobre nawet on nie widział mnie nigdy w takim stanie.>Nie musiałeś się tak od razu zachować! Ale dobrze skoro tego właśnie chcesz to proszę bardzo...
 Gwałtownie zerwałam swój łańcuszek z szyi i rzuciłam obydwa prosto w jego tors. Wzięłam torebkę, a próbując otrzeć łzy jesczez bardziej rozmazałam makijaż wyglądałam okropnie... albo i gorzej. W drzwiach zatrzymała mnie mam Liama.
- Dziecko co się stało ?! Słyszałam jakieś krzyki.
- Nic proszę pani ja.... ja muszę już iśc przepraszam...
- Poczekaj!  Liam cię uraził ? Słonko nie złość się na niego on w zeszły piątek zerwał z dziewczyną może dlatego jest inny niż zwykle..\
- O czyli nawet tego mi nie powiedział tak ?  przepraszam ale się śpieszę. Do widzenia.
 Szybko wybiegłam z domu. Płakałam. Biegłam prosto do siebie.  W domu rzuciłam się na łózko i pogrążyłam w rozpaczy. Po kilku minutach dostrzegłam jak moje drzwi się otwierają a zza nich wyłania się znajoma sylwetka chłopaka. Usiadł koło mnie na łóżku i baardzo mocno przytulił. Jego oczy też były zaszklone... "Jak ciebie boli to i mnie pamiętaj mała "... Pamiętam te słowa . Zawsze je powtarzał.
- Proszę posłuchaj mnie :.(
- Odejdź uwolniłeś się ode mnie przecież tego właśnie chciałeś więc w czym problem?!
- W tym że ja w cale nie chcę się od ciebie uwalniać...
- Tak ?! To dlaczego zdjąłeś nasz łancuszek no dlaczego???
Zapadła cisza. W tedy Liam wział mnie na ręce i posadził na swoje kolana nawsze tak robił kiedy było mi smutno. Chciałam wstać ale mi na to nie pozwolił. Chwycił mnie za podbródek tym samym zmuszając żebym na niego spojrzała. Uległam patrząc w jego oczy. Tego co się stało później w ogołe się nie spodziewałam. Wyciągnął coś z kieszeni i poprosił żebym na chwilę zamknęła oczy. Tak też zrobiłam. Po chwili poczułam jego delikatny dotyk na swojej szyi. Otworzyłam oczy i na nią spojrzałam . Na niej widniał przepiękny naszyjnik z sercem i naszymi inicjałami. Spojrzałam  na jego szyję miał taki sam . Nagle znów zmusił mnie do spojrzenia w jego brązowe tęczówki kiedy bardzo czule zatopił swoje usta na kilka sekund w moich.
- Właśnie dlatego zdjąłem tamten... Bo był symbolem naszej nieskończonej i wiecznej przyjaźni... a ja nie chciałem tylko przyjaźni... Teraz nosisz serduszko ode mnie tamten łańcuszek był od ciebie... Ty dałaś mi tamtego dnia przyjaźń, a ja dzisiaj daję ci swoją miłość która tkwi we mnie od samego początku .
Patrzyłam i słuchałam jak zaczarowana . Urzekły mnie jego słowa. Nie mogłam przestać patrzeć w jego oczy. Chwyciłam się za naszyjnik i jak mocno tylko mogłam wpiłam się w jego gorące usta zamykając je w bardzo namiętnym pocałunku.
- Ty przyjąłeś moją przyjaźń a ja dziś przyjmuję twoją miłość....

niedziela, 25 maja 2014

#Harry cz.1

W tym słonecznym dniu miałam ogarnąć wszystkie rzeczy które planowałam jak sprzątanie , gotowanie itp . Byłam zła na dziewczynę mojego taty za to że kazała mi to robić w piękną pogodę . One zawsze uważały mnie za służącą . Kto ? Dziewczyna mojego taty i jej córka . W tym dniu . One się wprowadzały do naszego domu . Alice miała pokój z tatą . A jej córka obok , zajęła moje brata . Nie lubił ich jak ja . Mieszka w akademiku ale na weekendy przyjeżdża do nas . Jego akademik znajduje sie na Oxfordzie a my mieszkamy na zadupiu Londynu . Mike musiał mieć ze mną teraz pokój na szczęście tylko na weekend . Osoby które nie wiedziały że jest moim bratem mogły by stwierdzić że jest moim chłopkiem . Gdyby ktoś zobaczył nas na ulicy sądził by tak . Przytulamy sie , całujemy w policzek . To normalne , od śmierci naszej mamy jesteśmy naprawdę blisko . Nie to co kiedyś ciągłe kłótnie , rzucanie rzeczami , przekleństwa . To ja Eve i moje życie .
Eve Carter : 17 lat
 Mike Carter : 19lat 
Alice Aldon : 40 lat 

Cathy Aldon : 17 lat 
Harry Styles : 19 lat 


 

niedziela, 4 maja 2014

#Larry ( NIE JESTEM LS )

Usiadłem na łóżku, schowałem twarz w dłoniach...
Nagle powietrze rozdarł mój głośny krzyk. Nawet nie zauważyłem kiedy łzy zaczęły spływać po mojej twarzy. Jedyne co czułem to przeszywający ból. Dlaczego? Czemu to mnie spotkało? Jak ja to teraz jej powiem?
Skuliłem się na podłodze szlochając. Dziękowałem bogu, że chłopców nie ma w domu, że nie ma JEGO...
Westchnąłem i szybkim ruchem otarłem krople. Musze to jak najszybciej wyjaśnić. Zebrałam się w sobie i drżącymi palcami wybrałem numer mojej dziewczyny.
Po kilku sygnałach usłyszałem wesoły głosik:
-Hej kocie, co tam?
-[TI], musimy pogadać.- powiedziałem łamiącym się głosem- będę u ciebie za dziesięć minut- dodałem i nie czekając na odpowiedź - rozłączyłem się.
Zbiegłem na dol, chwyciłem kluczyki i już po chwili jechałem w stronę jej domu. Przez cala drogę próbowałem powstrzymać łzy, niestety nie udało się. Pojawiły się w moich oczach zasłaniając mi widoczność. Usłyszałem pisk opon. Pod wpływem impulsu skręciłem gwałtownie w prawo. Stanąłem na poboczu. Nabrałem powietrza, tylko po to aby potem wypuścić je z głośnym sykiem. Jeszcze mi tu wypadku brakowało...  Otarłem oczy. Spojrzałem w stronę samochodu stojącego naprzeciwko. Widząc otwierające się drzwiczki ruszyłem przed siebie. W lusterku odbijał się przeklinający na mnie mężczyznę po czterdziestce. Nie przejąłem się tym.
Nie minęły dwie minuty, a parkowałem już pod domem mojej dziewczyny. Wysiadłem i podszedłem do drzwi. Zanim zdążyłem wykonać jakikolwiek ruch stały przede mną otworem. Po chwili znalazłem się w objęciach [TI]. Delikatnie odsunąłem ją do siebie. Patrzyła na mnie zaskoczona.
-Mogę wejść?- spytałem nieśmiało.
Kiwnęła głową i wprowadziła mnie do salonu. Usiedliśmy na kanapie.
-Słucham cię. Co się stało?- powiedziała zaniepokojona.
-Bo ja... -cała mowa, nad którą pracowałem wyleciała mi z głowy.
Spuściłem wzrok. Nie mogłem uporządkować swoich myśli. Nienawidzę ranić ludzi! Przełknąłem ślinę. Postanowiłem powiedzieć jej od razu.
-Ja... kocham innego.- wydukałem.
-Jak to INNEGO?- krzyknęła.
Po raz kolejny tego dnia łzy napłynęły mi do oczu. Widząc to złagodniała.
-Hazz, jesteś gejem?- upewniła się spokojnym głosem.
Pokiwałem twierdząco głową. Ku mojemu zaskoczeniu przytuliła mnie mocno. Płakała, ale nie obwiniała mnie. Nie spodziewałem się takiego zrozumienia z jej strony. Odwzajemniłem uścisk.
-Życzę Wam szczęścia.
Jej uśmiech był pełen bólu. Pocałowałem ją w czoło. Wtuliła się we mnie mocniej. Siedzieliśmy w takiej pozycji następne pół godziny. Żadne z nas nie wypowiedziało ani jednego słowa.Przepełniło mnie uczucie ulgi.

*miesiąc później, oczami narratora*
Przez cały miesiąc Harry nie ruszał się z domu. Przyjaciele próbowali się z nim skontaktować lecz bez skutku. Najbardziej ucierpiał przy tym Louis. Po wielu nieudanych próbach zamknął się w swoim domu i do nikogo się nie odzywał. Chłopcy często przychodzili do niego alby go pocieszyć. Na początku nie udawało im się to. Jednak po ponad tygodniu Marchewkowy zaczął się uśmiechać. Robił to tylko w obecności 3/5 1D, ale i to poprawiało mu samopoczucie. 
Któregoś dnia tuż po ich wizycie Louisowi pozostał dobry humor. Udał się do kuchni alby zrobić sobie kawę. Gdy włączył ekspres usłyszał dzwonek do drzwi.
*perspektywa Harrego*
Zacisnąłem dłonie w pięści i odetchnąłem głęboko. Powiem mu! Nie mogę tego dłużej w sobie dusić! Zamknąłem oczy pukając do drzwi. Otworzył mi jak zwykle radosny lecz gdy zobaczył w jakim jestem stanie uśmiech zszedł mu z twarzy. 
-Harry.- powiedział z niedowierzaniem i mocno mnie przytulił.
Po chwili odsunął się i spojrzał na mnie.
-Co się stało?- zapytał zmartwiony.
Milczałem. Nie wiedziałem co powiedzieć. Objął mnie delikatnie i wprowadził do środka. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Z resztą jak zawszę gdy to robił. Czułem, że nie powinienem, ale wtuliłem się w niego zaciągając jego zapachem. Usadził mnie na kanapie i popatrzył głęboko w oczy. Byłem jak sparaliżowany. Nagle to co miałem zrobić wydało mi się niewyobrażalnie głupie. "To zniszczy naszą przyjaźń"- przemknęło mi przez myśl. Przymknąłem powieki. Wytoczyła się z pod nich jedna, pełna bólu łza. Loui przybliżył się do mnie i przytulił. "Nie pomagasz". Trwaliśmy w tym uścisku przez dłuższy czas. Odsunął się ode mnie delikatnie, aby spojrzeć mi w twarz. Utonąłem w jego błękitnych tęczówkach. Pogłaskał mnie po policzku uśmiechając się pocieszająco. Przymknął oczy. Nie miałem odwagi wykonać jakiegokolwiek ruchu. Wszystko co robił widziałem jakby w zwolnionym tempie. Poczułem jego usta na swoich. Serce zaczęło mi szybciej bić lecz ciało odmówiło posłuszeństwa. Odsunął się zmieszany. Jego policzki zdobiły słodkie rumieńce. Podrapał się w szyje. Czekał na moją reakcje. Nadal byłem w szoku. Patrzyłem na niego osłupiały. Widziałem jak się denerwował. Wzrok miał utkwiony w podłodze. Przykryłem jego dłoń swoją. Spojrzał na mnie pytająco. Odgarnąłem mu grzywkę opadającą na oczy. Uśmiechnąłem się i złączyłem nasze usta w pocałunku. Od razu go odwzajemnił. Moje ciało przeszyły cudowne dreszcze. Wplótł palce w moje loki jednocześnie przyciągając mocniej do siebie. Przerwaliśmy pocałunek. Patrzyliśmy sobie w oczy z szerokimi uśmiechami.
-Kocham Cię.- szepnąłem bojąc się, że zepsuję tą idealną chwile.
-Ja ciebie też- odparł szeptem.
Czytasz + Kom . = NOWE 5 IMAGINÓW ZA RAZEM !

środa, 30 kwietnia 2014

# Harry ( nie mój )

Płakałam , cały czas . To już rok a ja dalej nie mogę sie pozbierać . Czy to normalne ? Czy to normalne że to aż tak mnie zabolało ? Teraz jestem sama , dosłownie , pusty  dom , wielkie miasto Warszawa a ja juz nie mam nikogo ,  żadnej rodziny . Jedyny brat i to cioteczny jest za granicą w Londynie . Nie mam pieniędzy nawet na podróż , wielki dom a ja taka mała w nim się czuje . Pod koniec wakacji moi rodzice wracali z Dubaju i niestety ...... zdarzył ........się .......... wypadek ...    .
Jutro pierwszy dzień szkoły . Spakowałam książki do torby i rzeczy na W-F . Weszłam pod prysznic . Spłukałam swoją twarz i odetchnęłam . Chwile wyluzowania się . Jutro będę uśmiechnięta żeby bardziej sie nie dołować i moich przyjaciół jak i wszystkich obok nas . Przed położeniem się do łóżka zadzwonił telefon .
- Hej Jes , jak sie trzymasz ? / Powiedział chłopięcy głos po angielsku
- Li ? Hej , nawet dobrze .... to już rok , musi być ale najgorsze to że jestem w wielkim domu ..... sama . / Odpowiedziałam po innym języku ( ENG )
- Biedna , przepraszam że nie mogłem cię odwiedzić . Ale ty możesz mnie , na stałe ale możesz . / Spytał z nadzieją w głosie
- Li , nie chce przeszkadzać , teraz masz ćwiczyć i rozwijać sie . A ja tam ? Jakoś nie fajnie bym sie czuła .
- Ależ nie !! Nie będziesz przeszkadzała . Mamy to ustalone a nawet z chłopakami zrobiliśmy twój pokój .
- Skoro już wszystko ustalone , to chętnie cię odwiedzę . Ale nie mam żadnych pieniędzy tylko 100 na miesiąc na jedzenie ledwo mi starcza ;/
- Jes , nie martw się wszystko zrobione , lecisz sponsorowanymi przez Modest liniami . Mamy za darmo tam wszystko . :)
- Serio ?
- Tak , dobra to leć spać bo już ciemno i do szkoły trzeba jutro iść znów . Wszystko prześle esemesem .
- Okej .

**
Już miną rok od kąt mieszkasz w Londynie , razem z bratem i kochanym chłopakiem Harrym  . Niedługo . Chcę cie zabrać na prawdziwą pierwsza randkę . Miejmy nadzieje że wszystko pójdzie świetnie . 

niedziela, 27 kwietnia 2014

# Niall

Śpieszyłaś się do pracy , pracowałaś już tam rok i ani razu nie zdarzyło Ci się spóźnić. Dlatego czym prędzej wstałaś , ubrałaś się w wcześniej przygotowane ubrania , wykonałaś lekki makijaż , a włosy spiełaś w wysokiego koka , po czym wziełaś do ręki jabłko i wyszłaś z mieszkania. Ruszyłaś przez miasto co jakiś czas gryząc jabłko , które miało służyć za śniadanie. Jak codziennie o tej samej porze stanełaś przed restauracją z napisem ,,Nando's''.  ,,Jeszcze rok'' -pomyślałaś. Chodziło o to , że
zbierałaś pięniądze na wymarzone studia. Za rok nie będziesz już musiała pracować na cały etat , tylko pół.

Odważnym krokiem ruszyłaś przed siebie i pchnęłaś duże szklane drzwi po czym skierowałaś się do lady , za którą stała już twoja przyjaciółka
-Cześć {T.I}- odezwała się jako pierwsza z wielki uśmiechem na twarzy jak to miała w zwyczaju , w porównaniu do Ciebie ona
pracowała w ,,Nando's'' owiele dłużej
-Hej- odpowiedziałaś i weszłaś na zaplecze by nałożyć na siebie firmową koszulkę i fartuszek , którym opasałaś biodra. Ruszyłaś ku stolikom gdzieś siadali nowi goście i przyjmowałaś od nich coraz nowsze zamówienia. Gdy nagle wszedł do waszej restauracji nie codzienny gość ,a mianowicie Niall , Niall Horan. Byłaś wielką fanką zespołu One Direction , więc gdy tylko go ujżałaś podbiegłaś do swojej przyjaciółki i poinformowałaś ją o tym kto odwiedził tą restaurację. Niestety Niall wywował wielkie zamieszanie wśród wielu klientek , dlatego musiałaś wyprosić te dziewczyny z restauracji , więc podeszłam do zebranego tłumu przy stoliku Horana
-Dzieńdobry , przepraszam bardzo , ale muszę panie wyprosić , jesteście niestety zbyt głośno- dziewczyny nie były oporne , ale trochę zawiedzone wyszły z reastauracji
-W czym mogę służyć ?- spytałaś Nialla , jako iż był waszym gościem
-Numer pięć z karty obiadowej- odezwał się swoim melodijnym głosem , który niemalże zwalił Cię z nóg - I poproszę wodę do picia - dodał na koniec
-To wszytsko ?- spytałaś na co on pokiwał głową , więc odeszłaś. Podczas gdy twoja przyjaciółka nalewała do dzbanka wody i szukała szklanki w półce , ty cały czas opowiadałaś jaki to on jest idealny. Wkońcu wziełaś do ręki dzbanek i szklankę i ruszyłaś w stronę stolika przy , którym siedział Horan , nagle usłyszałaś z okolić drzwi wejściowych jak ktoś krzyknął imię i nazwisko wokalisty i kilka sekund później poczułaś jak upadasz na ziemię razem z potłuczonym dzbankiem i szklanką , a woda wylądowała na tobie. Posłałaś sprawczyni pełne gniewu spojrzenie , a z zaplecza wyszedł Was szef , który wyprowadził dziewczynę za drzwi restauracji i kazał tobie się nie przejmować , dziękowałaś bogu , że masz tak wyrozumiałego szefa. W tym samym czasie obok Ciebie pojawił się Niall
-Przepraszam Cię bardzo za nią- odezwał się z lekka skruszony
-To nie pana wina- odezwałaś się ,
-Mów mi Niall , daj ręke pomogę Ci- zaproponował
-{T.I} , dzięki- wstałaś , a twoja przyjaciółka przyszła z zmiotką i posprzątała w tym samym czasie , poszłaś na zaplecze i ściągłaś mokrą koszulkę i ubrałaś tą w , której przyszłaś do pracy , a fartuszek wziełaś drugi , który wisiał na chaczyku po czym wziełaś nowy dzbanek z wodą i szklankę , którą położyłaś na stoliku Horana
-Proszę , zaraz przyniosę danie- uśmiechnełaś się prawie wybuchając śmiechem. Wróciłaś do kuchni i wziełaś od swojej BF danie , które ostrożnie wziełaś i wróciłaś do stolika Nialla
-Proszę to twoje i jeszcze raz przepraszam za tą wodę-
-No coś ty , siadaj pogadamy- zaproponował , a ty rozejrzałaś się po restauracji czy nikt nowy nie przyszedł i usiadłaś obok Horana - Od dawna tutaj pracujesz ?-
-Ponad rok , kurde- odpowiedziałaś na pytanie , a już kolejni klienci przyszli do restauracji , więc odeszłaś od stoliku Nialla. Później już go nie widziałaś , najwidoczniej zjadł , zapłacił i wyszedł. Byłaś trochę przybita. O godzinie siedemnastej trzydzieści wyszłaś z pracy i by trochę odetchnał usiadłaś na ławce przed restauracją i zapaliłaś papierosa , czego często nie robisz. Przez dobre kilka tygodni wspominałaś sytuację z tego dnia , gdy spotkałaś Nialla. Widziałaś go z zepołem na bilbordach, w gazetach , oglądałaś ich wywiady i za każdym razem gdy widziałaś Horana wspominałaś. Dokładnie rok później , gdy nie pracowałaś już w ,,Nando's'' , ponieważ zdecydowałaś się wyprowadzić do innego miasta , spotkałaś go. Siedział w parku i jak zwykle rozdawał autografy. Nie myślałaś , że go jeszcze zobaczysz. Wpatrywałaś się w niego dobre 10 minut , aż on Cię zauważył i przeprosił fanki by móc się z tobą przywitać. Spędziliście razem piękne , słoneczne popołudnie. Od tamtego dnia spotykaliście się coraz cześciej , że po pięciu latach staneliście razem na ślubnym kobiercu.

# Liam

 "Twoimi Oczami"
Obudziłam się z cudownym humorze. Spałam w dobrze znanym mi pokoju, na wielkim łóżku, a do mnie przytulony był Liam. Z trudem "z czołgałam" się z łózka. Mój okrągły brzuch, nie pozwala mi na sprawniejsze ruchy.  Byłam w siódmym miesiącu ciąży. Za niecałe dwa miesiące ma nam się urodzić synek.
Weszłam do kuchni. Byłam strasznie głodna.. Choć to nic nowego. Podeszłam do szafki wyciągając masło orzechowe. Postanowiłam zrobić sobie tosty. Po jakiś dziesięciu minutach moje słodkie śniadanko było gotowe. Postanowiłam, że zrobię Liasiowi śniadanie.
Poczułam ciepłe dłonie na swoim brzuchu. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Liama.
- Kotku zrobił bym sobie śniadanie. - szepnął.
- Ale ja ci zrobiłam.- powiedziałam wesoło.
- Ale ty powinnaś odpoczywać.- powiedział szorstko.
- Liamie Payn. Jeśli zaraz nie przestaniesz marudzić, to się spakuje i wyprowadzę!- postraszyłam go.
- No dobrze. Tylko się już nie denerwuj.- mruknął mi do ucha. - Dziękuje kochanie.
- Proszę.- Dałam mu soczystego buziaka.
Usiadłam na kanapie. Li usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem.Wtuliłam się w jego tors.Bawił się moimi włosami. Podniosłam się i wpiłam się w jego usta. Odwzajemnił go z namiętnością. Oderwał się ode mnie
 i się uśmiechnął.
- A za co to było.?- spytał z uśmiechem.
- Kocham cię.- oznajmiłam i pocałowałam go w policzek.
- Ja was też.- spojrzał na mój okrągły brzuch. Uśmiechnęłam się i znów obdarowałam go pocałunkami.
Tak przesiedzieliśmy do południa. Dzień był przepełniony czułością.
Po posiłku, przygotowanym przez mojego narzeczonego, udaliśmy się na spacer po parku. Park jesienią jest przepiękny.
- Ślicznie.. - szepnęłam.
- Bardzo..- przystanął.- Kocham cię.
-Ja cię też Li.- mruknęłam.
- Wracajmy do domu. Robi się chłodno, a ty mi się jeszcze pochorujesz.- oznajmił obejmując mnie ramieniem.
- Dobrze.- zgodziłam się.
Gdy dotarliśmy do domu, włączyliśmy telewizor. Zrobiłam sobie płatki i usiadłam na kanapie, obok Liama. Nim film się skończył ja spałam wtulona w mojego ukochanego.
Następnego dnia obudził mnie mocny ból brzucha. Zwinęłam się w kłębek. Li spał koło mnie.
-Na poród jeszcze za wcześnie.-szepnęłam sama do siebie.
 Ból nie ustępował. Postanowiłam obudzić Liama.
- Liaś. -jęknęłam- Obudź się.
- Co się stało kochanie?- Powiedział zaspany Li.
Znów dostałam ataku bólu.
- Boli.. - wybełkotałam.
"Oczami Liama"
Spanikowałem. Nie wiedziałem co robić. Przede mną leżała [T.I.], zwijająca się z bólu.
- [T.I.] co się dzieje?!- powiedziałem siadając na łóżku. 
- Coś się dzieje z maluszkiem.- szepnęła.
Położyłem ją na poduszce. Na jej czole pojawiły się krople potu.
- Przynieść ci coś?- spytałem choć wiedziałem, że nie uzyskam odpowiedzi. 
Udałem się do kuchni po szklankę wody. Wróciłem i pomogłem jej usiąść. Podałem [T.I.] szklankę z przezroczystym napojem. Ujęła go drżącymi dłońmi.
- Kochanie musimy jechać do szpitala.- powiedziałem głaszcząc jej policzek.- To może być coś poważnego.
- Dobrze- jęknęła- Podaj mi ubrania.  
Znalazłem w jej szafie jakieś leginsy. Rzuciłem je na łóżko.  Do nich dołączyła także zielona bluzka i moja szara bluza. [T.I.] powoli się ubrała. Pomogłem jej wstać. Znów syknęła z bólu i złapała się za brzuch.
- Kotku może zaniosę cię do auta?- spytałem cicho.
- Jeśli chcesz.- powiedziała słabo się uśmiechając.
Wziąłem ją na ręce, a potem zaniosłem do samochodu. Ostrożnie posadziłem ją na przednim siedzeniu. Siadłem za kierownice. Po drodze naruszyłem parę przepisów, ale miałem to w dupie. Liczyła się tylko [T.I.] i dziecko. Spojrzałem na nią. Krzywiła się z bólu. Złapałem ją za rękę. Spojrzała na mnie z łzami w oczach.
- Będzie dobrze kochanie.- Powiedziałem. Ja sam miałem tylko taką nadzieje.- Jesteś bardzo dzielna.
Zamknęła oczy. Po jej policzku spłynęła łza.
Dojechaliśmy do szpitala. Wybiegłem z samochodu i wziąłem [T.I.] na ręce. Weszliśmy do budynku. Podeszła do nas kobieta, ubrana na biało. Spytała nas co się stało, że tu jesteśmy. Wytłumaczyłem jej o co chodzi. Kazała nam poczekać, aż zawoła lekarza. Usiadłem na krześle, a [T.I.] usadowiłem sobie na kolanach. Widać było, że ból zmalał. Oparła głowę o moje ramie.
- Kocham cię.- Powiedziała cicho.- Jeśli coś się stanie..
- Nic się nie stanie.- przerwałem jej- Wszystko będzie dobrze. Kocham cię.- Pocałowałem ją w policzek.
Podszedł do nas Lekarz. Jemu też musiałem tłumaczyć co się dzieje. Kazał mi posadzić [T.I.] na wózku inwalidzkim. Pielęgniarka zawiozła ją do gabinetu lekarskiego. Udałem się za nimi. Doktorek badał moją [T.I.].  Po paru minutach oznajmił, że Moja narzeczona rodzi, a z dzieckiem jest bardzo źle. Wywieźli zapłakaną [T.I.] na sale zabiegową. Od razu zadzwoniłem do chłopaków.
Usiadłem na niewygodnym plastikowym krześle. Czekałem. To wszystko doprowadzało mnie do szału.
Po jakiś 30 minutach z sali wyszła pielęgniarka. Podeszła do mnie.
- Przykro mi. Pański syn nie przeżył.- Powiedziała i odeszła.
Nie uwierzyłem w to co powiedziała. Rzuciłem telefonem, który trzymałem w ręce o ścianę. Rozsypał się na części. Jak powiedzieć jej że dziecko, na które czekała nie żyje?. Z sali wyszedł lekarz. Podszedłem do niego.
- Co z nią?- spytałem- Wie?
- Z nią wszystko w porządku.-odrzekł, a mi spadł kamień z serca.- Nie wie. Lepiej żeby Pan jej powiedział.
Przytaknąłem. Spytałem jeszcze czy mogę do niej wejść. Pozwolił mi. Jakby bez życia wszedłem do sali, w której leżała. Miałem nadzieje, ze będzie spała, jednak było inaczej. Leżała na białym łóżku z szeroko otwartymi, zielonymi oczami. Gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko.
- Gdzie nasz maluszek?- spytała cicho.
-[T.I.] muszę ci coś powiedzieć. Nasz synek nie przeżył porodu.- Powiedziałem cicho, chowając twarz w dłoniach.
- Żartujesz, prawda?- Powiedziała łamiącym się głosem.
Pokiwałem przecząco głową. Rozpłakała się. Przytuliłem ją. Sam zacząłem płakać.
Do sali powoli weszli chłopcy. Gdy nas zobaczyli, sami domyślili się co się stało.  Usiedli gdzieś w rogu pomieszczenia. Gdy już się uspokoiłem podszedł do nas Lou.
- Nam wszystkim jest przykro.-powiedział powoli.
-Ale macie siebie.- Wtrącił się Zayn.
- Dopóki jesteście razem i się kochacie, możecie wszystko.- dorzucił Hazz.
- Mają racje.- Powiedziała.- Kocham cię Li. A miłość przetrwa wszystko.
Wpiłem się w jej usta. Gdy się ode mnie oderwała przytuliła się do mnie.
- Ja też cię kocham.- szepnąłem- Śpi kochanie, śpi

# Zayn

Całe swoje życie poświęciłam swojej pasji. Nie żałuję tego. Od najmłodszych lat ojciec zabierał mnie na treningi boksu , znaczy od śmierci matki. Bardzo za nią tęsknię. Moje początki na ringu były trudne , ale z czasem zaczełam dawać sobię radę jak reszta. Wtedy było to tylko pasją , ale z czasem zaczeło być też pracą. Od kiedy tata stracił czucie w nogach przy wypadku samochodowym i przestał pracować , wtedy to ja musiałam mu pomóc. Tyle mu zasługuje. Wiele też zawdzięczam Zaynowi , zawsze jest przy mnie , gdy tylko potrzebuję jego pomocy , dostaję ją.
Jednak zawiodłam wszytskich , gdy ostatnio stanełam na ringu , nieźle tego pożałowałam. Moja przeciwniczka była ode mnie silniejsza i dość agresywna , nietyle , że przegrałam to trafiłam do szpitala. Niestety od  tego zależała moja kariera i dalsze życie. Pamiętam jak to by było wczoraj:

Gdy stanełam na ringu i zobaczyłam swoją przeciwniczkę , aż poczułam , że moje kolana miękną. Tym razem nie pomogły nawet słowa mojego ojca i Zayna. Mimo , że wiele razy słyszeliśmy z Malikiem brzydkie komentarze na temat naszego związku to on mówił bym ich nie słuchała. Wystarczyło tylko kilka ciosów bym była już wykończona. Zaczeło się od kilku siniaków , poprzez rozciętą wargę i łuk brwiowy , aż do znalezienia się w szpitalu. Zawiodłam wszystkich. Jestem już skończona.W tym świecie raz przegrywasz i już się nie pozbierasz. Pamietam , gdy obudziłam się na sali operacyjnej , nierozumiałam nic z tego co się dzieje wokół mnie.Podali mi jakieś leki , po których obudziłam się w białym pomieszczeniu. Pierwszą osobę , którą zobaczyłam był nim mój ojciec , nikogo pozanim nie było.Pierwsze słowa jakie od niego usłyszłam to było ,,Nie martw się {T.I}''. Póżniej przyszedł lekarz i zadawał mi parę pytań , to co się dowiedziałam naprawdę spowodowało , że ledwo utrzymałam się w pozycji siedzącej. Okzało się , że jestem w ciąży , którą ledwo udało się utrzymać , jednak jest zagrożona. I coś co było gorsze to , że już nie będe mogła nigdy wejść na ring.

Gdy lekarz wyszedł mój tata miał bardzo zmartwiony wyraz twarzy , jeszcze bardziej niż na początku. Czułam , że to nie koniec wiadomości. I tak też było. Dowiedziałam się czegoś co było dla mnie naprawdę zaskoczeniem:   ,,{T.I} proszę nie płacz , ale Zayn wyjechał , tłumacząc , że to dla niego za dużo na tak młody wiek'' . Mój świat się zawalił. Miałam do niego pretensje. Zostawił mnie samą , z naszym nawet nie narodzonym dziekiem , przecież jestem od niego młodsza , miałam zaledwie siedemnaście lat , a on dwadzieścia. Obiecywał , że co by się nie stało , będzie przy mnie.


Nasz syn-Tomy , ma już jedenaście lat , mieszkamy na obrzeżach Londynu , musiałam sobie jakoś radzić przez dwanaście lat , gdy Zayn odszedł , a tata niedałby rady nas utrzymywać. Jednak jestem szczęśliwa , Tomy może nie jest super grzecznym i posłusznym dzieckiem , ale naprawdę dużo mi pomaga. Wie kim jest jego ojciec , gdyż on rok po narodzinach Tomiego , prosił mnie bym pozwoliła mu go spotykać ,tak też było , jednak Zayn jak to on często zapomina o swoich obietnicach , jest bardziej zajęty swoją czwórką dzieci.

Na ringu od tylu lat nie stanełam i staram się by Tomy tym bardziej nie wpadł na ten pomysł , wszystkie fakty z mojego życia dotyczące boksu ukryłam przed nim.

Jednak myliłam się co do Malika wtedy , gdyż pięć lat temu stanął przed drzwiami naszego domu. Tomy niestety nie był szczęśliwy z tej wizyty , ale dał się przekonać do wypadu na miasto z nim. Od tamtej pory Zayn poświęca mu więcej czasu , a ja niestety dałam się wybłagać Tomiemu by mógł iść na treningi boksu , który bardzo polubił , mimo iż nie wiedział nic o moich doświadczeniach z tym sportem. Dlatego przeżył szok , gdy na treningach jego trener mnie rozpoznał i prosił o zdjęcie. Starałam się przez tyle lat ukrywać , tak samo jak i moją ciążę. Od tamtego czasu sama zaczełam tam pracować i zostałam trenerką własnego syna. Myślę ,mimo iż moja ,,wielka miłość'' nie przetrwała zbyt długo i na początku było trudno to jestem szczęśliwa. Mam cudownego syna , który ma również wsparcie w ojcu oraz mam cudowną pracę , w którą wkładam całe swoje serce i duszę.