"Twoimi Oczami"
Obudziłam się z cudownym humorze. Spałam w dobrze znanym mi pokoju, na
wielkim łóżku, a do mnie przytulony był Liam. Z trudem "z czołgałam" się
z łózka. Mój okrągły brzuch, nie pozwala mi na sprawniejsze ruchy.
Byłam w siódmym miesiącu ciąży. Za niecałe dwa miesiące ma nam się
urodzić synek.
Weszłam do kuchni. Byłam strasznie głodna.. Choć to nic nowego.
Podeszłam do szafki wyciągając masło orzechowe. Postanowiłam zrobić
sobie tosty. Po jakiś dziesięciu minutach moje słodkie śniadanko było
gotowe. Postanowiłam, że zrobię Liasiowi śniadanie.Poczułam ciepłe dłonie na swoim brzuchu. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Liama.
- Kotku zrobił bym sobie śniadanie. - szepnął.
- Ale ja ci zrobiłam.- powiedziałam wesoło.
- Ale ty powinnaś odpoczywać.- powiedział szorstko.
- Liamie Payn. Jeśli zaraz nie przestaniesz marudzić, to się spakuje i wyprowadzę!- postraszyłam go.
- No dobrze. Tylko się już nie denerwuj.- mruknął mi do ucha. - Dziękuje kochanie.
- Proszę.- Dałam mu soczystego buziaka.
Usiadłam na kanapie. Li usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem.Wtuliłam się w jego tors.Bawił się moimi włosami. Podniosłam się i wpiłam się w jego usta. Odwzajemnił go z namiętnością. Oderwał się ode mnie
i się uśmiechnął.- A za co to było.?- spytał z uśmiechem.
- Kocham cię.- oznajmiłam i pocałowałam go w policzek.
- Ja was też.- spojrzał na mój okrągły brzuch. Uśmiechnęłam się i znów obdarowałam go pocałunkami.
Tak przesiedzieliśmy do południa. Dzień był przepełniony czułością.
Po posiłku, przygotowanym przez mojego narzeczonego, udaliśmy się na spacer po parku. Park jesienią jest przepiękny.
- Ślicznie.. - szepnęłam.
- Bardzo..- przystanął.- Kocham cię.
-Ja cię też Li.- mruknęłam.
- Wracajmy do domu. Robi się chłodno, a ty mi się jeszcze pochorujesz.- oznajmił obejmując mnie ramieniem.
- Dobrze.- zgodziłam się.
Gdy dotarliśmy do domu, włączyliśmy telewizor. Zrobiłam sobie płatki i usiadłam na kanapie, obok Liama. Nim film się skończył ja spałam wtulona w mojego ukochanego.
Następnego dnia obudził mnie mocny ból brzucha. Zwinęłam się w kłębek. Li spał koło mnie.
-Na poród jeszcze za wcześnie.-szepnęłam sama do siebie.
Ból nie ustępował. Postanowiłam obudzić Liama.
- Liaś. -jęknęłam- Obudź się.
- Co się stało kochanie?- Powiedział zaspany Li.
Znów dostałam ataku bólu.
- Boli.. - wybełkotałam.
"Oczami Liama"
Spanikowałem. Nie wiedziałem co robić. Przede mną leżała [T.I.], zwijająca się z bólu.
- [T.I.] co się dzieje?!- powiedziałem siadając na łóżku.
- Coś się dzieje z maluszkiem.- szepnęła.
Położyłem ją na poduszce. Na jej czole pojawiły się krople potu.
- Przynieść ci coś?- spytałem choć wiedziałem, że nie uzyskam odpowiedzi.
Udałem się do kuchni po szklankę wody. Wróciłem i pomogłem jej usiąść.
Podałem [T.I.] szklankę z przezroczystym napojem. Ujęła go drżącymi
dłońmi.
- Kochanie musimy jechać do szpitala.- powiedziałem głaszcząc jej policzek.- To może być coś poważnego.
- Dobrze- jęknęła- Podaj mi ubrania.
Znalazłem w jej szafie jakieś leginsy. Rzuciłem je na łóżko. Do nich
dołączyła także zielona bluzka i moja szara bluza. [T.I.] powoli się
ubrała. Pomogłem jej wstać. Znów syknęła z bólu i złapała się za brzuch.
- Kotku może zaniosę cię do auta?- spytałem cicho.- Jeśli chcesz.- powiedziała słabo się uśmiechając.
Wziąłem ją na ręce, a potem zaniosłem do samochodu. Ostrożnie posadziłem ją na przednim siedzeniu. Siadłem za kierownice. Po drodze naruszyłem parę przepisów, ale miałem to w dupie. Liczyła się tylko [T.I.] i dziecko. Spojrzałem na nią. Krzywiła się z bólu. Złapałem ją za rękę. Spojrzała na mnie z łzami w oczach.
- Będzie dobrze kochanie.- Powiedziałem. Ja sam miałem tylko taką nadzieje.- Jesteś bardzo dzielna.
Zamknęła oczy. Po jej policzku spłynęła łza.
Dojechaliśmy do szpitala. Wybiegłem z samochodu i wziąłem [T.I.] na ręce. Weszliśmy do budynku. Podeszła do nas kobieta, ubrana na biało. Spytała nas co się stało, że tu jesteśmy. Wytłumaczyłem jej o co chodzi. Kazała nam poczekać, aż zawoła lekarza. Usiadłem na krześle, a [T.I.] usadowiłem sobie na kolanach. Widać było, że ból zmalał. Oparła głowę o moje ramie.
- Kocham cię.- Powiedziała cicho.- Jeśli coś się stanie..
- Nic się nie stanie.- przerwałem jej- Wszystko będzie dobrze. Kocham cię.- Pocałowałem ją w policzek.
Podszedł do nas Lekarz. Jemu też musiałem tłumaczyć co się dzieje. Kazał mi posadzić [T.I.] na wózku inwalidzkim. Pielęgniarka zawiozła ją do gabinetu lekarskiego. Udałem się za nimi. Doktorek badał moją [T.I.]. Po paru minutach oznajmił, że Moja narzeczona rodzi, a z dzieckiem jest bardzo źle. Wywieźli zapłakaną [T.I.] na sale zabiegową. Od razu zadzwoniłem do chłopaków.
Usiadłem na niewygodnym plastikowym krześle. Czekałem. To wszystko doprowadzało mnie do szału.
Po jakiś 30 minutach z sali wyszła pielęgniarka. Podeszła do mnie.
- Przykro mi. Pański syn nie przeżył.- Powiedziała i odeszła.
Nie uwierzyłem w to co powiedziała. Rzuciłem telefonem, który trzymałem w ręce o ścianę. Rozsypał się na części. Jak powiedzieć jej że dziecko, na które czekała nie żyje?. Z sali wyszedł lekarz. Podszedłem do niego.
- Co z nią?- spytałem- Wie?
- Z nią wszystko w porządku.-odrzekł, a mi spadł kamień z serca.- Nie wie. Lepiej żeby Pan jej powiedział.
Przytaknąłem. Spytałem jeszcze czy mogę do niej wejść. Pozwolił mi. Jakby bez życia wszedłem do sali, w której leżała. Miałem nadzieje, ze będzie spała, jednak było inaczej. Leżała na białym łóżku z szeroko otwartymi, zielonymi oczami. Gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko.
- Gdzie nasz maluszek?- spytała cicho.
-[T.I.] muszę ci coś powiedzieć. Nasz synek nie przeżył porodu.- Powiedziałem cicho, chowając twarz w dłoniach.
- Żartujesz, prawda?- Powiedziała łamiącym się głosem.
Pokiwałem przecząco głową. Rozpłakała się. Przytuliłem ją. Sam zacząłem płakać.
Do sali powoli weszli chłopcy. Gdy nas zobaczyli, sami domyślili się co się stało. Usiedli gdzieś w rogu pomieszczenia. Gdy już się uspokoiłem podszedł do nas Lou.
- Nam wszystkim jest przykro.-powiedział powoli.
-Ale macie siebie.- Wtrącił się Zayn.
- Dopóki jesteście razem i się kochacie, możecie wszystko.- dorzucił Hazz.
- Mają racje.- Powiedziała.- Kocham cię Li. A miłość przetrwa wszystko.
Wpiłem się w jej usta. Gdy się ode mnie oderwała przytuliła się do mnie.
- Ja też cię kocham.- szepnąłem- Śpi kochanie, śpi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz