środa, 30 kwietnia 2014

# Harry ( nie mój )

Płakałam , cały czas . To już rok a ja dalej nie mogę sie pozbierać . Czy to normalne ? Czy to normalne że to aż tak mnie zabolało ? Teraz jestem sama , dosłownie , pusty  dom , wielkie miasto Warszawa a ja juz nie mam nikogo ,  żadnej rodziny . Jedyny brat i to cioteczny jest za granicą w Londynie . Nie mam pieniędzy nawet na podróż , wielki dom a ja taka mała w nim się czuje . Pod koniec wakacji moi rodzice wracali z Dubaju i niestety ...... zdarzył ........się .......... wypadek ...    .
Jutro pierwszy dzień szkoły . Spakowałam książki do torby i rzeczy na W-F . Weszłam pod prysznic . Spłukałam swoją twarz i odetchnęłam . Chwile wyluzowania się . Jutro będę uśmiechnięta żeby bardziej sie nie dołować i moich przyjaciół jak i wszystkich obok nas . Przed położeniem się do łóżka zadzwonił telefon .
- Hej Jes , jak sie trzymasz ? / Powiedział chłopięcy głos po angielsku
- Li ? Hej , nawet dobrze .... to już rok , musi być ale najgorsze to że jestem w wielkim domu ..... sama . / Odpowiedziałam po innym języku ( ENG )
- Biedna , przepraszam że nie mogłem cię odwiedzić . Ale ty możesz mnie , na stałe ale możesz . / Spytał z nadzieją w głosie
- Li , nie chce przeszkadzać , teraz masz ćwiczyć i rozwijać sie . A ja tam ? Jakoś nie fajnie bym sie czuła .
- Ależ nie !! Nie będziesz przeszkadzała . Mamy to ustalone a nawet z chłopakami zrobiliśmy twój pokój .
- Skoro już wszystko ustalone , to chętnie cię odwiedzę . Ale nie mam żadnych pieniędzy tylko 100 na miesiąc na jedzenie ledwo mi starcza ;/
- Jes , nie martw się wszystko zrobione , lecisz sponsorowanymi przez Modest liniami . Mamy za darmo tam wszystko . :)
- Serio ?
- Tak , dobra to leć spać bo już ciemno i do szkoły trzeba jutro iść znów . Wszystko prześle esemesem .
- Okej .

**
Już miną rok od kąt mieszkasz w Londynie , razem z bratem i kochanym chłopakiem Harrym  . Niedługo . Chcę cie zabrać na prawdziwą pierwsza randkę . Miejmy nadzieje że wszystko pójdzie świetnie . 

niedziela, 27 kwietnia 2014

# Niall

Śpieszyłaś się do pracy , pracowałaś już tam rok i ani razu nie zdarzyło Ci się spóźnić. Dlatego czym prędzej wstałaś , ubrałaś się w wcześniej przygotowane ubrania , wykonałaś lekki makijaż , a włosy spiełaś w wysokiego koka , po czym wziełaś do ręki jabłko i wyszłaś z mieszkania. Ruszyłaś przez miasto co jakiś czas gryząc jabłko , które miało służyć za śniadanie. Jak codziennie o tej samej porze stanełaś przed restauracją z napisem ,,Nando's''.  ,,Jeszcze rok'' -pomyślałaś. Chodziło o to , że
zbierałaś pięniądze na wymarzone studia. Za rok nie będziesz już musiała pracować na cały etat , tylko pół.

Odważnym krokiem ruszyłaś przed siebie i pchnęłaś duże szklane drzwi po czym skierowałaś się do lady , za którą stała już twoja przyjaciółka
-Cześć {T.I}- odezwała się jako pierwsza z wielki uśmiechem na twarzy jak to miała w zwyczaju , w porównaniu do Ciebie ona
pracowała w ,,Nando's'' owiele dłużej
-Hej- odpowiedziałaś i weszłaś na zaplecze by nałożyć na siebie firmową koszulkę i fartuszek , którym opasałaś biodra. Ruszyłaś ku stolikom gdzieś siadali nowi goście i przyjmowałaś od nich coraz nowsze zamówienia. Gdy nagle wszedł do waszej restauracji nie codzienny gość ,a mianowicie Niall , Niall Horan. Byłaś wielką fanką zespołu One Direction , więc gdy tylko go ujżałaś podbiegłaś do swojej przyjaciółki i poinformowałaś ją o tym kto odwiedził tą restaurację. Niestety Niall wywował wielkie zamieszanie wśród wielu klientek , dlatego musiałaś wyprosić te dziewczyny z restauracji , więc podeszłam do zebranego tłumu przy stoliku Horana
-Dzieńdobry , przepraszam bardzo , ale muszę panie wyprosić , jesteście niestety zbyt głośno- dziewczyny nie były oporne , ale trochę zawiedzone wyszły z reastauracji
-W czym mogę służyć ?- spytałaś Nialla , jako iż był waszym gościem
-Numer pięć z karty obiadowej- odezwał się swoim melodijnym głosem , który niemalże zwalił Cię z nóg - I poproszę wodę do picia - dodał na koniec
-To wszytsko ?- spytałaś na co on pokiwał głową , więc odeszłaś. Podczas gdy twoja przyjaciółka nalewała do dzbanka wody i szukała szklanki w półce , ty cały czas opowiadałaś jaki to on jest idealny. Wkońcu wziełaś do ręki dzbanek i szklankę i ruszyłaś w stronę stolika przy , którym siedział Horan , nagle usłyszałaś z okolić drzwi wejściowych jak ktoś krzyknął imię i nazwisko wokalisty i kilka sekund później poczułaś jak upadasz na ziemię razem z potłuczonym dzbankiem i szklanką , a woda wylądowała na tobie. Posłałaś sprawczyni pełne gniewu spojrzenie , a z zaplecza wyszedł Was szef , który wyprowadził dziewczynę za drzwi restauracji i kazał tobie się nie przejmować , dziękowałaś bogu , że masz tak wyrozumiałego szefa. W tym samym czasie obok Ciebie pojawił się Niall
-Przepraszam Cię bardzo za nią- odezwał się z lekka skruszony
-To nie pana wina- odezwałaś się ,
-Mów mi Niall , daj ręke pomogę Ci- zaproponował
-{T.I} , dzięki- wstałaś , a twoja przyjaciółka przyszła z zmiotką i posprzątała w tym samym czasie , poszłaś na zaplecze i ściągłaś mokrą koszulkę i ubrałaś tą w , której przyszłaś do pracy , a fartuszek wziełaś drugi , który wisiał na chaczyku po czym wziełaś nowy dzbanek z wodą i szklankę , którą położyłaś na stoliku Horana
-Proszę , zaraz przyniosę danie- uśmiechnełaś się prawie wybuchając śmiechem. Wróciłaś do kuchni i wziełaś od swojej BF danie , które ostrożnie wziełaś i wróciłaś do stolika Nialla
-Proszę to twoje i jeszcze raz przepraszam za tą wodę-
-No coś ty , siadaj pogadamy- zaproponował , a ty rozejrzałaś się po restauracji czy nikt nowy nie przyszedł i usiadłaś obok Horana - Od dawna tutaj pracujesz ?-
-Ponad rok , kurde- odpowiedziałaś na pytanie , a już kolejni klienci przyszli do restauracji , więc odeszłaś od stoliku Nialla. Później już go nie widziałaś , najwidoczniej zjadł , zapłacił i wyszedł. Byłaś trochę przybita. O godzinie siedemnastej trzydzieści wyszłaś z pracy i by trochę odetchnał usiadłaś na ławce przed restauracją i zapaliłaś papierosa , czego często nie robisz. Przez dobre kilka tygodni wspominałaś sytuację z tego dnia , gdy spotkałaś Nialla. Widziałaś go z zepołem na bilbordach, w gazetach , oglądałaś ich wywiady i za każdym razem gdy widziałaś Horana wspominałaś. Dokładnie rok później , gdy nie pracowałaś już w ,,Nando's'' , ponieważ zdecydowałaś się wyprowadzić do innego miasta , spotkałaś go. Siedział w parku i jak zwykle rozdawał autografy. Nie myślałaś , że go jeszcze zobaczysz. Wpatrywałaś się w niego dobre 10 minut , aż on Cię zauważył i przeprosił fanki by móc się z tobą przywitać. Spędziliście razem piękne , słoneczne popołudnie. Od tamtego dnia spotykaliście się coraz cześciej , że po pięciu latach staneliście razem na ślubnym kobiercu.

# Liam

 "Twoimi Oczami"
Obudziłam się z cudownym humorze. Spałam w dobrze znanym mi pokoju, na wielkim łóżku, a do mnie przytulony był Liam. Z trudem "z czołgałam" się z łózka. Mój okrągły brzuch, nie pozwala mi na sprawniejsze ruchy.  Byłam w siódmym miesiącu ciąży. Za niecałe dwa miesiące ma nam się urodzić synek.
Weszłam do kuchni. Byłam strasznie głodna.. Choć to nic nowego. Podeszłam do szafki wyciągając masło orzechowe. Postanowiłam zrobić sobie tosty. Po jakiś dziesięciu minutach moje słodkie śniadanko było gotowe. Postanowiłam, że zrobię Liasiowi śniadanie.
Poczułam ciepłe dłonie na swoim brzuchu. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Liama.
- Kotku zrobił bym sobie śniadanie. - szepnął.
- Ale ja ci zrobiłam.- powiedziałam wesoło.
- Ale ty powinnaś odpoczywać.- powiedział szorstko.
- Liamie Payn. Jeśli zaraz nie przestaniesz marudzić, to się spakuje i wyprowadzę!- postraszyłam go.
- No dobrze. Tylko się już nie denerwuj.- mruknął mi do ucha. - Dziękuje kochanie.
- Proszę.- Dałam mu soczystego buziaka.
Usiadłam na kanapie. Li usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem.Wtuliłam się w jego tors.Bawił się moimi włosami. Podniosłam się i wpiłam się w jego usta. Odwzajemnił go z namiętnością. Oderwał się ode mnie
 i się uśmiechnął.
- A za co to było.?- spytał z uśmiechem.
- Kocham cię.- oznajmiłam i pocałowałam go w policzek.
- Ja was też.- spojrzał na mój okrągły brzuch. Uśmiechnęłam się i znów obdarowałam go pocałunkami.
Tak przesiedzieliśmy do południa. Dzień był przepełniony czułością.
Po posiłku, przygotowanym przez mojego narzeczonego, udaliśmy się na spacer po parku. Park jesienią jest przepiękny.
- Ślicznie.. - szepnęłam.
- Bardzo..- przystanął.- Kocham cię.
-Ja cię też Li.- mruknęłam.
- Wracajmy do domu. Robi się chłodno, a ty mi się jeszcze pochorujesz.- oznajmił obejmując mnie ramieniem.
- Dobrze.- zgodziłam się.
Gdy dotarliśmy do domu, włączyliśmy telewizor. Zrobiłam sobie płatki i usiadłam na kanapie, obok Liama. Nim film się skończył ja spałam wtulona w mojego ukochanego.
Następnego dnia obudził mnie mocny ból brzucha. Zwinęłam się w kłębek. Li spał koło mnie.
-Na poród jeszcze za wcześnie.-szepnęłam sama do siebie.
 Ból nie ustępował. Postanowiłam obudzić Liama.
- Liaś. -jęknęłam- Obudź się.
- Co się stało kochanie?- Powiedział zaspany Li.
Znów dostałam ataku bólu.
- Boli.. - wybełkotałam.
"Oczami Liama"
Spanikowałem. Nie wiedziałem co robić. Przede mną leżała [T.I.], zwijająca się z bólu.
- [T.I.] co się dzieje?!- powiedziałem siadając na łóżku. 
- Coś się dzieje z maluszkiem.- szepnęła.
Położyłem ją na poduszce. Na jej czole pojawiły się krople potu.
- Przynieść ci coś?- spytałem choć wiedziałem, że nie uzyskam odpowiedzi. 
Udałem się do kuchni po szklankę wody. Wróciłem i pomogłem jej usiąść. Podałem [T.I.] szklankę z przezroczystym napojem. Ujęła go drżącymi dłońmi.
- Kochanie musimy jechać do szpitala.- powiedziałem głaszcząc jej policzek.- To może być coś poważnego.
- Dobrze- jęknęła- Podaj mi ubrania.  
Znalazłem w jej szafie jakieś leginsy. Rzuciłem je na łóżko.  Do nich dołączyła także zielona bluzka i moja szara bluza. [T.I.] powoli się ubrała. Pomogłem jej wstać. Znów syknęła z bólu i złapała się za brzuch.
- Kotku może zaniosę cię do auta?- spytałem cicho.
- Jeśli chcesz.- powiedziała słabo się uśmiechając.
Wziąłem ją na ręce, a potem zaniosłem do samochodu. Ostrożnie posadziłem ją na przednim siedzeniu. Siadłem za kierownice. Po drodze naruszyłem parę przepisów, ale miałem to w dupie. Liczyła się tylko [T.I.] i dziecko. Spojrzałem na nią. Krzywiła się z bólu. Złapałem ją za rękę. Spojrzała na mnie z łzami w oczach.
- Będzie dobrze kochanie.- Powiedziałem. Ja sam miałem tylko taką nadzieje.- Jesteś bardzo dzielna.
Zamknęła oczy. Po jej policzku spłynęła łza.
Dojechaliśmy do szpitala. Wybiegłem z samochodu i wziąłem [T.I.] na ręce. Weszliśmy do budynku. Podeszła do nas kobieta, ubrana na biało. Spytała nas co się stało, że tu jesteśmy. Wytłumaczyłem jej o co chodzi. Kazała nam poczekać, aż zawoła lekarza. Usiadłem na krześle, a [T.I.] usadowiłem sobie na kolanach. Widać było, że ból zmalał. Oparła głowę o moje ramie.
- Kocham cię.- Powiedziała cicho.- Jeśli coś się stanie..
- Nic się nie stanie.- przerwałem jej- Wszystko będzie dobrze. Kocham cię.- Pocałowałem ją w policzek.
Podszedł do nas Lekarz. Jemu też musiałem tłumaczyć co się dzieje. Kazał mi posadzić [T.I.] na wózku inwalidzkim. Pielęgniarka zawiozła ją do gabinetu lekarskiego. Udałem się za nimi. Doktorek badał moją [T.I.].  Po paru minutach oznajmił, że Moja narzeczona rodzi, a z dzieckiem jest bardzo źle. Wywieźli zapłakaną [T.I.] na sale zabiegową. Od razu zadzwoniłem do chłopaków.
Usiadłem na niewygodnym plastikowym krześle. Czekałem. To wszystko doprowadzało mnie do szału.
Po jakiś 30 minutach z sali wyszła pielęgniarka. Podeszła do mnie.
- Przykro mi. Pański syn nie przeżył.- Powiedziała i odeszła.
Nie uwierzyłem w to co powiedziała. Rzuciłem telefonem, który trzymałem w ręce o ścianę. Rozsypał się na części. Jak powiedzieć jej że dziecko, na które czekała nie żyje?. Z sali wyszedł lekarz. Podszedłem do niego.
- Co z nią?- spytałem- Wie?
- Z nią wszystko w porządku.-odrzekł, a mi spadł kamień z serca.- Nie wie. Lepiej żeby Pan jej powiedział.
Przytaknąłem. Spytałem jeszcze czy mogę do niej wejść. Pozwolił mi. Jakby bez życia wszedłem do sali, w której leżała. Miałem nadzieje, ze będzie spała, jednak było inaczej. Leżała na białym łóżku z szeroko otwartymi, zielonymi oczami. Gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko.
- Gdzie nasz maluszek?- spytała cicho.
-[T.I.] muszę ci coś powiedzieć. Nasz synek nie przeżył porodu.- Powiedziałem cicho, chowając twarz w dłoniach.
- Żartujesz, prawda?- Powiedziała łamiącym się głosem.
Pokiwałem przecząco głową. Rozpłakała się. Przytuliłem ją. Sam zacząłem płakać.
Do sali powoli weszli chłopcy. Gdy nas zobaczyli, sami domyślili się co się stało.  Usiedli gdzieś w rogu pomieszczenia. Gdy już się uspokoiłem podszedł do nas Lou.
- Nam wszystkim jest przykro.-powiedział powoli.
-Ale macie siebie.- Wtrącił się Zayn.
- Dopóki jesteście razem i się kochacie, możecie wszystko.- dorzucił Hazz.
- Mają racje.- Powiedziała.- Kocham cię Li. A miłość przetrwa wszystko.
Wpiłem się w jej usta. Gdy się ode mnie oderwała przytuliła się do mnie.
- Ja też cię kocham.- szepnąłem- Śpi kochanie, śpi

# Zayn

Całe swoje życie poświęciłam swojej pasji. Nie żałuję tego. Od najmłodszych lat ojciec zabierał mnie na treningi boksu , znaczy od śmierci matki. Bardzo za nią tęsknię. Moje początki na ringu były trudne , ale z czasem zaczełam dawać sobię radę jak reszta. Wtedy było to tylko pasją , ale z czasem zaczeło być też pracą. Od kiedy tata stracił czucie w nogach przy wypadku samochodowym i przestał pracować , wtedy to ja musiałam mu pomóc. Tyle mu zasługuje. Wiele też zawdzięczam Zaynowi , zawsze jest przy mnie , gdy tylko potrzebuję jego pomocy , dostaję ją.
Jednak zawiodłam wszytskich , gdy ostatnio stanełam na ringu , nieźle tego pożałowałam. Moja przeciwniczka była ode mnie silniejsza i dość agresywna , nietyle , że przegrałam to trafiłam do szpitala. Niestety od  tego zależała moja kariera i dalsze życie. Pamiętam jak to by było wczoraj:

Gdy stanełam na ringu i zobaczyłam swoją przeciwniczkę , aż poczułam , że moje kolana miękną. Tym razem nie pomogły nawet słowa mojego ojca i Zayna. Mimo , że wiele razy słyszeliśmy z Malikiem brzydkie komentarze na temat naszego związku to on mówił bym ich nie słuchała. Wystarczyło tylko kilka ciosów bym była już wykończona. Zaczeło się od kilku siniaków , poprzez rozciętą wargę i łuk brwiowy , aż do znalezienia się w szpitalu. Zawiodłam wszystkich. Jestem już skończona.W tym świecie raz przegrywasz i już się nie pozbierasz. Pamietam , gdy obudziłam się na sali operacyjnej , nierozumiałam nic z tego co się dzieje wokół mnie.Podali mi jakieś leki , po których obudziłam się w białym pomieszczeniu. Pierwszą osobę , którą zobaczyłam był nim mój ojciec , nikogo pozanim nie było.Pierwsze słowa jakie od niego usłyszłam to było ,,Nie martw się {T.I}''. Póżniej przyszedł lekarz i zadawał mi parę pytań , to co się dowiedziałam naprawdę spowodowało , że ledwo utrzymałam się w pozycji siedzącej. Okzało się , że jestem w ciąży , którą ledwo udało się utrzymać , jednak jest zagrożona. I coś co było gorsze to , że już nie będe mogła nigdy wejść na ring.

Gdy lekarz wyszedł mój tata miał bardzo zmartwiony wyraz twarzy , jeszcze bardziej niż na początku. Czułam , że to nie koniec wiadomości. I tak też było. Dowiedziałam się czegoś co było dla mnie naprawdę zaskoczeniem:   ,,{T.I} proszę nie płacz , ale Zayn wyjechał , tłumacząc , że to dla niego za dużo na tak młody wiek'' . Mój świat się zawalił. Miałam do niego pretensje. Zostawił mnie samą , z naszym nawet nie narodzonym dziekiem , przecież jestem od niego młodsza , miałam zaledwie siedemnaście lat , a on dwadzieścia. Obiecywał , że co by się nie stało , będzie przy mnie.


Nasz syn-Tomy , ma już jedenaście lat , mieszkamy na obrzeżach Londynu , musiałam sobie jakoś radzić przez dwanaście lat , gdy Zayn odszedł , a tata niedałby rady nas utrzymywać. Jednak jestem szczęśliwa , Tomy może nie jest super grzecznym i posłusznym dzieckiem , ale naprawdę dużo mi pomaga. Wie kim jest jego ojciec , gdyż on rok po narodzinach Tomiego , prosił mnie bym pozwoliła mu go spotykać ,tak też było , jednak Zayn jak to on często zapomina o swoich obietnicach , jest bardziej zajęty swoją czwórką dzieci.

Na ringu od tylu lat nie stanełam i staram się by Tomy tym bardziej nie wpadł na ten pomysł , wszystkie fakty z mojego życia dotyczące boksu ukryłam przed nim.

Jednak myliłam się co do Malika wtedy , gdyż pięć lat temu stanął przed drzwiami naszego domu. Tomy niestety nie był szczęśliwy z tej wizyty , ale dał się przekonać do wypadu na miasto z nim. Od tamtej pory Zayn poświęca mu więcej czasu , a ja niestety dałam się wybłagać Tomiemu by mógł iść na treningi boksu , który bardzo polubił , mimo iż nie wiedział nic o moich doświadczeniach z tym sportem. Dlatego przeżył szok , gdy na treningach jego trener mnie rozpoznał i prosił o zdjęcie. Starałam się przez tyle lat ukrywać , tak samo jak i moją ciążę. Od tamtego czasu sama zaczełam tam pracować i zostałam trenerką własnego syna. Myślę ,mimo iż moja ,,wielka miłość'' nie przetrwała zbyt długo i na początku było trudno to jestem szczęśliwa. Mam cudownego syna , który ma również wsparcie w ojcu oraz mam cudowną pracę , w którą wkładam całe swoje serce i duszę.

# Louis

Wracałaś z uczelni , był środek lata , słońce świeciło bardzo jasno. Szłaś do domu przez rynek. Było wiele stoisk z warzywami i owocami. Nagle ktoś na Ciebie wpadł. Twoje książki wylądowały na ziemi. Przykucnęłaś i zaczęłaś je zbierać
-Bardzo przepraszam- powiedział jakiś chłopak i pomógł Ci pozbierać twoje rzeczy. Spojrzałaś na niego. Przypominaj jednego z wokalistów mojego ulubionego zespołu.
-Louis Tomlinson ?!- spytałaś podekscytowana
-Ciszej!- mruknął- Nie chcę afery
-Okej-
-Skoro wiesz jak mam na imię ..- zaczął -To powiedz jak Ty masz , śliczna
-Jestem {T.I}- odparłaś , a on uśmiechnął się łobuziarsko
-A więc {T.I} zaśmiał się- Gdzie mieszkasz? Odprowadzę Cię , dobrze ?-
-Jeśli chcesz ....-
Dużo się o nim dowiedziałaś. Powiedział CI , że uwielbia marchewki , hoduje gołębie , uwielbia kolorowe spodnie , jego najlepszym przyjacielem z całego zespołu jest Hazza i kocha słodycze. Ty mówiłaś niewiele.
Zatrzymaliście się pod Twoim domem.....
-Szkoda , że to już tu -wybełkotał- Może umówisz się na wieczór ?
-A gdzie chcesz iść ?- spytałaś
-Nie wiem.. Na kolacje...- zamyślił się- Może piknik! Mieszkasz obok parku...więc ..
-Okej , to ja przygotuję jedzenie. No to może do osiemnastej-
-Do osiemnastej- powtórzył po Tobie i pocałował Cię w policzek-
Pobiegłaś do swojej sypialni i odłożyłaś książki. Spojrzałaś przez okno. Lou stał przed domem i patrzył właśnie w Twoje okno. Gdy Cię zobaczył uśmiechnął się szeroko i posłał Ci buziaka. pomachałaś mu, a on odwrócił się i ruszył przed siebie.
Nie mogłaś się doczekać osiemnastej. Na spotkanie z Louisem naszykowałaś swoją ulubioną tunikę z krótkim rękawem i jeansowe szorty.
Do piknikowego koszyka włożyłaś ciastka, marchewki. banany i dużą cole.
Wyszłaś dużo za wcześnie. Doszłaś na miejsce i nie widziałaś Tommo. Usiadłaś na trawie obok fontanny. Czekałaś słuchając piosenki zespołu Louisa. Nagle ktoś do ciebie podbiegł od tyłu i zakrył Ci oczy.
-Hej Lou!
-Cześć piękna...
Zarumieniłam się.
-No to co tam przyniosłaś?!- spytał wesoło
Wyjęłam zawartość koszyka. Od razu poczęstowaliście się kanapką.
Lou cięgle cię rozśmieszał. Nie umiałaś się przestać śmiać. I wtedy Tomlinson Cię zaskoczył. Gdy opanowałaś śmiech on wpił się w twoje usta. Gdy oderwał swoje usta od twoich zobaczył jaka jesteś zdziwiona.
-Przepraszam {T.I.}. Nie umiałem się powstrzymać. Ty lubisz mnie takiego jakim jestem i nie spotykasz się ze mną dlatego, że jestem sławny. Bardzo mi się podobasz {T.I.}. Chciał bym żeby to było coś więcej niż przyjaźń... - powiedział patrząc mi w oczy.
Przybliżyłaś swoją twarz do jego twarzy. Wasze usta się zetknęły. Wasze pocałunki były coraz bardziej namiętne. Lou oderwał się od Ciebie na moment.
-Czy to znaczy, że mam jakieś szanse?- spytał.
-Tak i to wielkie.- zaśmiałam się..

# Harry

-Musiał znowu mi to zrobić ?- pytałaś samej siebie na głos , gdyż byłaś sama w dużym mieszkaniu. Miałaś wielki żal do swojego chłopaka Harrego , że znowu nie spełnij twojej prośby , która była dla Ciebie bardzo ważna. Odkąd siegasz pamięcią byłaś bardzo uzależniona od drugiej Ci bardzo bliskiej osoby , a szczególnie , gdy nadchodził wieczór. Bałaś się ciemności , przerażała Cię ona , a tym bardziej co w jej mroku się skrywa. Od roku mieszkasz razem z Stylesem , myślałaś , że będziesz bezpieczna , że będziesz mogła na niego liczyć , jednak tak nie było. Obiecał on twoim rodzicom , że po przeprowadzce zaopiekuje się tobą w tych chwilach , nawet twoja pani psycholog , na początku bardzo sceptycznia nastawiona do chłopaka , zmieniła zdanie i pochwalała twoją decyzję.
Zbiliżała się godzina 22:00 , a gdyż nastała zima było bardzo ciemno , jedynie na co było Cię stać to pozapalanie większości świateł w domu i przyglądaniu się oświetlonej ulicy za oknem , z nadzieją , że lada chwilę Harry się zjawi.
Gdy mijała już piąta godzina od kiedy go nie było w domu , usłyszałaś dzwonek swojego telefonu w kuchni , bardzo nie chciałaś odchodzić od bezpieczniejszego miejsca w waszym pokoju czyli łóżka , ale jednak musiałaś dać radę. Obudziłaś swojego psa rasy Labrador , który spał obok Ciebie i razem z nim powoli zeszłaś z łóżka. Twój pies zmęczonym krokiem ruszył przed siebie , aż nie doszłaś do kuchni. Na wyświetlaczu widniał napis nieodebranego połączenia od mamy , niechciałaś bardzo z nią teraz rozmawiać. Korzystając z możliwości zadzownienia do Hazzy , wybrałaś jego numer. Za pierwszym razem nie odebrał , jednak za drugim razem miałaś okazję z nim porozmawiać

-Ha..Harry?- spytałaś niepewna
-Tak {T.I} ?- usłyszałaś jego spokojny głos
-Ty idioto prosiłam Cię przecież byś już nigdy nie pozwolił mi zwariować- lekko krople łez skapywały z twojego policzka na ubranie , jednak nadal miałaś w sobie gniew , strach ..
-Zaraz wracam kochanie , trzymaj się- odparł spokojnie chłopak , po czym się rozłączył , a ty nadal prowadziłaś sama ze sobą walkę

Wrociłaś bardzo szybko do pokoju , w którym ułożyłaś się wygodnie na łóżku i przykryłaś kołdrą , sprawdzając kilka razy czy żaden z jej rogów nie wystaje poza granice materaca , po czym twoje powieki stały się bardzo ciężkie , ale nie mogłaś sobie pozwolić na zamknięcie ich i zaśnięcie , zabardzo się bałaś.
Po upływnie kolejnych 30 min. Hazza zjawił się w sypialni , byłaś naprawdę na niego wkurzona.Usiadł obok Ciebie na łóżku.
-Czemu ? Czemu znowu wróciłeś tak późno? Prosiłam cię ,  moja mama , tata , psycholog bym już nigdy nie musiała przechodzić przez to piekło , ale to wraca. Harry , słyszysz ? Nie daję już sobie z tym rady!- krzyczałaś na niego , równocześnie łkając , parę razy udzerzyłaś go swoimi delikatnymi pięściami w ramię , brzuch , tors. Styles dzielnie znosił twoją bezsilność , wywołaną jego ignorancją. Po kilku minutach zmęczona wszystkimi emocjami , łzami z zrezygnowaniem opadłaś swoim całym ciężarem na Harrego i próbowałaś opanować cieknące z twoich oczu łzy
-{T.I} bardzo Cię przepraszam za to wszystko , masz rację jestem pieprzonym egoistą , jesteś dla mnie najważniejsza nie pozwolę Ci byś poczuła , że się na mnie zawiodłaś i nie możesz na mnie liczyć. Kocham Cię mój mały aniołku- przytulił się jeszcze mocniej i zaczął delikatnie głaskać Cię po policzku
-Ja Ciebie też Harry - odpowiedziałaś jak najbardziej szczerze i razem zasneliście w ubraniach.


Następnego ranka obudziłaś się wtulona  w swojego ukochanego i budzisz się tak , aż do dnia dzisiejszego , tylko z jedną różnicą , obok waszego łożka w kołysce zasypia razem z wami , wasza córka.

POWRACAM !

Witajcie ponownie . Chce od nowa prowadzić bloga tego , pisać nowe imaginy i tak dalej ale postanowiłam pisać je tylko o 1D . Mam nadzieje że będzie fajnie i PROSZĘ O KOMENTARZE , CI CO MAJĄ BLOGA WIEDZĄ JAK TO MOTYWUJE <333